Dla większości z nas wspomnienia z dzieciństwa, z rodzinnym domem, mamą, tatą, rodzeństwem są najpiękniejszymi chwilami z okresu dorastania. Dla większości z nas czasy dzieciństwa kojarzą nam się z domowym ogniskiem, kochającą się rodziną, dziecięcą beztroską, zabawą, śmiechem ... Jednakże nie każdy ma wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa.
Autor tak wstrząsającej, smutnej, przepełnionej przemocą fizyczną jak i psychiczną autobiografią, Joe Peters nie miał lekkiego życia. Jego koszmar zaczął się kiedy na jego oczach spłonął jego ukochany tata, który chronił go przed znęcającą się nad nim matką. W wieku pięciu lat Joe był upokarzany, maltretowany, bity, głodzony, gwałcony, poniżany przez matkę i jej synów z pierwszego małżeństwa. Ta, wstrząsająca opowieść o życiu małego, bezbronnego dziecka, które tyle musiało przejść jest wręcz nieprawdopodobna a jednak to wydarzyło się naprawdę. Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, że na świecie dzieją się takie okrutne rzeczy. Jak można tak traktować własne dziecko i czerpać z tego satysfakcję i korzyści materialne? Matka chłopca nie miała oporów by zamykać go nagiego w majtkach w ciemnej, zimnej piwnicy, głodzić, katować, pozwalać starszym synom jak i nowemu facetowi go gwałcić. Nie miała również skrupułów by w końcu go sprzedać w świat dziecięcej pornografii i pedofilii aby tylko zainkasować za niego jak największy zastrzyk gotówki. To, przez co Joe w życiu przeszedł, co opisał w swej książce aż się w głowie nie mieści, jest jak jakieś science-fiction. Czytając tą biografię oczy miałam pełne łez, czułam obrzydzenie, żal, smutek, wstręt a zarazem złość na tych, którzy go tak poniewierali oraz na znieczulice innych, którzy nawet nie próbowali w żaden sposób pomóc małemu więzionemu, bitemu, głodzonemu, gwałconemu chłopcu... Mimo całego piekła jakie zgotowała mu jego "rodzina" Peters kiedy był już starszy, kiedy uciekał od matki i błąkał się po domach dziecka i domem matki o swojej "rodzinie" wyraził się w sposób w który na początku nie był dla mnie do końca zrozumiany lecz po głębszej refleksji nad jego słowami zdałam sobie sprawę że on wciąż marzył i pragnął być normalnym dzieckiem z kochającą rodziną. Teraz przytoczę Wam cytat, który wstrząsnął mną, który mimo jego cierpienia, to Joe Peters, nie potrafił całkowicie odizolować się od swojej "rodziny" :
" Owszem, moje życie rodzinne było straszne, ale mimo wszystko była to moja rodzina i łączyła mnie z nimi więź, której nawet okrucieństwo matki nie potrafiło zerwać do końca"
Książka jest dla ludzi o mocnych nerwach. Niejednokrotnie miałam ochotę ją zamknąć i odłożyć do swojej domowej biblioteczki nie kończąc jej gdyż wzbierała we mnie fala smutku, rozpaczy, żalu, goryczy, złości że własna matka, która powinna kochać, chronić swoje pociechy przed złymi ludźmi, snami, która powinna być najukochańszą osobą dla dziecka , potrafiła wyrządzić tyle bólu, tyle cierpienia, tyle złego swojemu własnemu dziecku, któremu dała życie, które nosiła w swoim łonie, które powinno być dla niej skarbem a nie kimś na kim mogła wyładować swoje frustracje.... Szok, aż wierzyć się nie chce...
Pozdrawiam A.