wtorek, 21 marca 2017

"Życie na pełnej petardzie" Ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka


           Wzruszająca, szczera rozmowa Piotra Żyłki z księdzem Janem Kaczkowskim.
           Jan Kaczkowski wychowywał się w kochającej rodzinie. Mama Jana od maleńkości nie pozwalała na to, aby "wszczepić" w Jana jego niepełnosprawność. Wręcz przeciwnie. Dążyła do tego, aby był normalnym dzieckiem, żył na takim poziomie na ile umożliwiała mu jego choroba. Jedynym ustępstwem była "konieczność" siedzenia w pierwszym rzędzie w szkole. Jan był zwykłym, młodym człowiekiem, który się buntował, imprezował. Przez kilka lat nie chodził na religię. Swoje dzieciństwo przeżył jak każde inne dziecko. Dzięki rodzicom oraz swojej matce, która nie pozwalała na to aby się załamał swą niepełnosprawnością nabrał do siebie sporego dystansu. Potrafił śmiać się z samego siebie. Po latach zaczął zbliżać się z Kościołem i Panem Bogiem. Chciał wstąpić do jezuitów lecz poprzez problemy ze wzrokiem nie przyjęli Go. Jan się nie załamał i nie poddał. Poszedł do Kościoła, został księdzem. Nauczał w szkole, chodził do szpitali. Z czasem przenieśli Go do Pucka. Tam się zadomowił. Założył hospicjum. Przy budowie pomagali mu wszyscy. W sercu młodego księdza było, jest i będzie dużo ciepła i miłości. W krytycznym momencie w sowim życiu a mianowicie w chwili w której dowiedział się o glejaku czwartego stopnia nie poddał się. Starał się żyć na pełnej petardzie, w pełni wykorzystując dni które mu pozostały... 
            Moim zdaniem ks. Jak Kaczkowski był osobą o wielkim sercu. Potrafił się sprzeciwić nawet biskupowi. Miał swoje poglądy, zasady, wartości, zdanie. Książka daje bardzo dużo do myślenia. Jego mądrość, szczerość, bezpośredniość kieruje czytelnika na tory przemyśleń, głębokich refleksji. Chciałabym bardzo podziękować ks. Janowi ponieważ dzięki Niemu zrozumiałam pewne sprawy.
Ksiądz Jan Kaczkowski zmarł w 2016 r mając lat 39 [*]
                                                                                                Pozdrawiam A.

sobota, 18 marca 2017

"Pensjonat marzeń" Magdalena Witkiewicz


              "Pensjonat marzeń" .... długo zastanawiałam się co mogłabym o tej książce napisać. Jest ona kontynuacją "Szkoły żon".
               Bohaterki szkoły żon Ewelina, Misia, Julia, Jadwiga, Marta z innym podejściem do życia po "wczasach" w szkole żon na nowo układały swoje życie.
Misia pracowała w mazurskiej szkole żon. Bardzo kochała swojego Janka. Jednak potrzebowała chwili dla siebie aby przemyśleć wszystko i poukładać jakoś swoje życie.
Julia wraz z Konradem bardzo się kochali. On chciał się z nią ożenić, ona jednak tego nie chciała.
Jadwiga ku zaskoczeniu rozwiodła się z mężem i ułożyła życie z mężczyzną, którego kochała i czuła się z nim i przy nim szczęśliwa i bezpieczna.
Marta pomimo trudności i lenistwa zaczęła ćwiczyć dzięki czemu schudła i czuła się lepiej. Między innymi dzięki swojej trenerce Agnieszce.
Natomiast Ewelina postanowiła otworzyć drugą szkołę żon, którą kierować będą Konrad z Julią. Pensjonat na Kaszubach który kupiła scaliła w całość bohaterów. Dzięki wspólnej pracy, zaangażowaniu ich losy się odmieniły, połączyły. Juli była w ciąży. Zagorzała trenerka i tancerka Aga zakochała się w Adamie. Misia uświadomiła sobie, że Janek jest jej miłością. Marta spełniała się zawodowo jak i rodzinnie. Jej małżeństwo uległo poprawie...
                Moim zdaniem "Szkoła żon" ukazuje to co w kobiecie jest najpiękniejsze. Autorka pokazała, że czasem trzeba być egoistą (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) i pomyśleć tylko o sobie. Natomiast "Pensjonat marzeń" wg mnie łączy w całość miłość, szczęście, rodzinę, przyjaciół. W powieści tej losy bohaterów odmieniają się, łączą, idą do przodu mając ku siebie tą drugą najważniejszą w życiu osobę, którą kochają. I jak to bywa u autorki wszystko kończy się happy endem. Dodam tak od siebie, że dopóki nie przeczytałam "Szkoły żon" i "Pensjonatu marzeń" erotyk kojarzył mi się z czymś w stylu Greya a tu miłe zaskoczenie. Greya czytało mi się dość ciężko a powieści pani Magdy bardzo miło. Nie było w niej wulgaryzmu, wyuzdania tylko szczera, prawdziwa miłość. A sceny intymne opisane zostały w sposób "z życia wzięte". Bardzo gorąco polecam dzieła pisane przez panią Magdę bo jak już wspomniałam w poprzedniej recenzji są one lekiem dla duszy.
                                                                                  Pozdrawiam A.

wtorek, 14 marca 2017

"Szkoła żon" Magdalena Witkiewicz



                  Zazwyczaj szkoła kojarzy się z lekcjami, sprawdzianami, klasówkami, nauczycielami itp, itd. Jednak "Szkoła żon" nie jest typową szkołą. W tej szkole można odnaleźć wiele przyjemnych momentów a przede wszystkim uzmysławia, że każda z nas jest piękna i nie można ciągle myśleć o innych a powinno czasem pomyśleć o sobie i zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie. Jak zwykle powieść pani Magdy mnie nie zawiodła.
                   Świeżo upieczona rozwódka Julka wygrała trzytygodniowy pobyt w spa w szkole żon na Mazurach. Mimo niechęci i braku przekonania postanowiła jednak tam pojechać.
Do szkoły również pojechała Michalina, zwana Misią. Jej głównym celem wyjazdu była nauka robienia dobrze. Chciała uszczęśliwić swojego Misia. 
Pięćdziesięcioparoletnia  nauczycielka Jadwiga, zdradzana przez męża zafundowała sobie pobyt w zmysłowej szkole żon. Chciała dowiedzieć się dlaczego jej małżeństwo przechodzi kryzys, co robi źle. Co powinna zrobić aby jej małżeństwo uległo poprawie.
Zakompleksiona Marta za namową ciotki również pojechała do szkoły. 
Wszystkie uczennice do szkoły przyjechały w jakimś konkretnym celu. A to chciały poznać nowe igraszki, a to się dowiedzieć gdzie popełniają błąd skoro są zdradzane... Żadna nie przyjechała z myślą, że zrobią coś dla siebie, poza Julką, która nie chciała żadnego mężczyzny w swoim życiu. 
Ewelina, właścicielka szkoły od samego początku powtarzała dziewczynom, że są tu dla samej siebie. Są tu po to, aby sobie sprawić przyjemność. Każda uczennica miała swojego prywatnego, osobistego masażystę. Szkoła byłą bardzo ekskluzywna, miała bogaty i urozmaicony plan zajęć, atrakcji, nauk i relaksu. W tymże pensjonacie każda kobieta ma czuć się piękna, atrakcyjna i wyjątkowa. Pobyt w spa odmienił życie bohaterek. Julia poznała i pokochała Konrada. Misia po załamaniu spowodowanym zdradą jej Misia z jej najlepszą przyjaciółką otworzyła oczy. W końcu zaczęła myśleć o sobie. Dzięki temu otworzyła swe serce na Janka. Jadwiga mimo wszystko wróciła do męża. Aczkolwiek nie była już tą samą Jadzią, co przed wyjazdem. Zmieniła się, nabrała więcej pewności siebie i uwierzyła w siebie. Marta natomiast dostrzegła swój problem z nadwagą... 
                  Moim zdaniem "Szkoła żon" jest świetną terapią dla kobiet i nie tylko. Nie ma ludzi idealnych. każdy ma jakieś wady. Lecz piękno tkwi w duszy każdego człowieka. Powieść ta jest lekiem dla duszy i ciała. 
                                                                                                        Pozdrawiam A.

niedziela, 5 marca 2017

"Miłosne konstelacje" Katarzyna Błeszyńska


         Autorka w swojej powieści ukazuje różne oblicze miłości odczuwane sercem kobiety i sercem mężczyzny z perspektywy młodych studentów oraz dojrzałych ludzi. Dla wielu z nas miłość to piękne uczucie. Czy zawsze tak jest? Jak w bajce? Jak w filmie? Na te właśnie pomyślunki autorka odpowiada w swojej książce.
         Maria, zwana również Majką studiowała prawo. Na studiach poznała Magdę, z którą się zaprzyjaźniła. Jednak jej prawdziwym przyjacielem był Bogdan z którym mogła o wszystkim porozmawiać. Nigdy jej nie osądzał ani nie potępiał.
Na studiach poznała Mariusza, który również studiował prawo. Już od samego początku coś między nimi zaiskrzyło. Mimo sprzeciwu i ostrzegania przed nim Magdy, Maja zaangażowała w związek z nim. Był jej prawdziwą, wielką miłością. Kochała go bezgranicznie. Była mu oddana i wierna. Było między nimi prawie idealnie. On jednak miłość odbierał nieco inaczej niż Majka. Pomimo iż również ją prawdziwie i szczerze kochał to nie potrafił zrezygnować ze swych "erotycznych przyjaciółek". Nie widział w tym nic złego, bo to był tylko nic nie znaczący seks bez zobowiązań. Ich sielanka trwała dopóki nie okazało się, że majka jest w ciąży. Byli wtedy młodzi. Dopiero co kończyli studia. Świat stał dla nich otworem. nie byli a raczej Mariusz nie był gotowy na zmiany w życiu, na stały i wierny związek. Pewnego dnia na stole w mieszkaniu Marii zostawił kopertę z pieniędzmi i wizytówkę do lekarza aby mogła usunąć ciążę po czym wyszedł i zostawił ją samą kiedy najbardziej go potrzebowała. Została sama ze swoimi myślami i ... ciążą. Długo zastanawiała się jaką podjąć decyzję. Kiedy w końcu ją podjęła wbrew wewnętrznego sprzeciwu umówiła się na wizytę. Jadąc do kliniki zmieniła zdanie. Zapragnęła tego dziecka. Postanowiła je urodzić i wychować. Niestety los miał inny plan względem niej. W drodze powrotnej miała wypadek w którym poroniła.
Kilka dni przed wypadkiem Mariusz spotkał się ze swoim umierającym dziadkiem. Wyznanie starca otworzyło mu oczy. Mianowicie kiedyś popełnił identyczny błąd co teraz jego wnuk. Kochał kobietę a kiedy zaszła w ciążę ją zostawił. Mariusz nagle zrozumiał co było dla niego ważne. Kochał Majkę i nawet był w stanie zaakceptować ciążę. Lecz było już za późno....
          Moim zdaniem "Miłosne konstelacje" to książka o prawdziwym życiu. Człowiek kiedy jest jeszcze młody kiedy jest zaślepiony robieniem kariery, korzystaniem z życia nie potrafi się otworzyć na miłość. Popełnia błędy. A kiedy zdaje sobie z nich sprawę najczęściej jest już za późno. Ale takie jest właśnie życie. Nikt nie mówił że w życiu będzie lekko, miło i przyjemnie, Taka jest już nasza ludzka natura. Najczęściej doceniamy to co mamy, co kochamy dopiero kiedy to stracimy. Książka daje wiele do myślenia. Jest bardzo życiowa i ma w sobie dużo mądrości. Pewnie gdybym przeczytała ją mając jeszcze naście lat to nie zrozumiałabym przekazu autorki. 
                                                                                  Pozdrawiam A.

niedziela, 26 lutego 2017

"I po cholerę mi to było ! " Marta Osa


              Zabawna historia o uroczej nauczycielce plastyki, Oli. Lecz przede wszystkim powieść dająca wiarę, że mimo popełnionych w życiu błędów zawsze trzeba wierzyć iż będzie lepiej.
              Ola, nauczycielka plastyki pewnego dnia nie wytrzymała, kiedy ksiądz religii Wojtek dokuczał swojej koleżance z pracy Mariolce i uderzyła go w twarz. Wtedy życie Oli się zmieniło. Odeszła ze szkoły na urlop zdrowotny. Postanowiła poukładać swoje życie. Niechcący również życie swoich przyjaciół wywróciła do góry nogami. 
Kobieta bardzo kochała swego partnera Marcina, który również był dobrym ojczymem dla jej syna Tymka. Lecz miała już dosyć bycia tą "drugą"ponieważ mężczyzna nie kwapił się by odejść od żony. Dlatego postawiła sprawę jasno i rozeszli się. Nie mogąc się z tym pogodzić, że mimo miłości która ich połączyła on jednak nie potrafił się rozwieść zaczęła pisać do niego maile, których nigdy nie wysyłała. Aby uporać się ze swym życiem zaczęła od porządkowania własnego ogrodu. Niespodziewanie została częścią załogi ekipy, która robiła cuda z jej kawałkiem zieleni.
Pewnego dnia wizytę złożył jej ksiądz Wojtek, który nie był już księdzem. Wyjaśnili sobie wszystko. Mężczyzna był wdzięczny Oli za o, że wstrząsnęła nim. Dzięki temu incydentowi w szkole odmieniła jego życie na lepsze. Przeprowadzał się na wieś w Bieszczady do wujka Leona. Zaprosił ją by go kiedyś odwiedziła.
Ola dostała również propozycję namalowania obrazów do hoteli w lubuskim. Została zaproszona przez Krzysztofa, właściciela tych hoteli na małe wakacje oraz dogadania się co do szczegółów ich współpracy. W podróż tę zabrała swoją koleżankę z pracy, Dorotę z którą się zaprzyjaźniła. Całkiem nie chcący wyjazd ten odmienił życie Doroty. A Ola? No właśnie, dalej pisała swoje kopie robocze do swojej jedynej miłości, Marcina.
Jakiś czas później szykowała się do podróży w Bieszczady. Towarzyszył jej przyjaciel Maks. W życiu nie spodziewali się jaką niespodziankę szykuje dla nich Wojtek. Po przyjeździe dowiedzieli się o ślubie Wojtka z ... Mariolką.
Bohaterka była bardzo szczęśliwa, że życie jej przyjaciół się układa i są szczęśliwi. Ona sama pragnęła być szczęśliwa i kochana. Ciągle marzyła, że w końcu odnajdzie swoje szczęście, a póki co cieszyła się szczęściem bliskich.
               Moim zdaniem powieść ta ma w sobie coś co mimo wszystko dodaje czytelnikowi otuchy, że pomimo tragizmu sytuacji zawsze jest światełko w tunelu. Mimo iż lata mijają, czas płynie to jeszcze nie wszystko stracone. W najmniej oczekiwanym momencie nasze szczęście zapuka do naszych drzwi.
                                                                                         Pozdrawiam A.

sobota, 25 lutego 2017

"Pracownia dobrych myśli" Magdalena Witkiewicz


                 Magiczne dzieło pani Magdy wnosi w serce czytelnika wiele ciepła, miłości, szczęścia, radości i uśmiechu. Rewelacyjna powieść.
                 W kamienicy przy ulicy Przytulnej 26 na trzecim piętrze mieszka pani Wiesia, która dużo gazet czyta, telewizję ogląda i w oknie lubi posiedzieć, popatrzeć co się na świecie dzieje. W mieszkaniu obok, po sąsiedzku mieszka pan Zbigniew.
Na drugim piętrze mieszka młoda Giga, która pracuje w telewizji. Jej sąsiadką jest Ewa, wdowa i jej córka Amelka.
Na parterze natomiast mieszka Pelagia z córką Grażyną i jej synem Florianem. W swojej kamienicy Pelagia prowadziła pracownię krawiecką. Swój zakład nazwała "Pracownia dobrych myśli". Kobieta wierzyła w szczęście i pragnęła aby każdy był szczęśliwy. W swoją pracę wkładała całą swoją miłość i serce. Mówiono nawet, że panny młode które będą miały na sobie suknię uszytą przez Pelagię będą szczęśliwe do końca życia. Po śmierci Pelagii czar prysł. Grażyna została w mieszkaniu matki, natomiast Florek się wyprowadził. Graża była malarką, artystką. Pracownię krawiecką wynajmowali różnym ludziom. Były tam przeróżne sklepy. Był nawet sklep z trumnami i częściami do szamba i betoniarek. Lecz długo nie istnieli na rynku ponieważ albo bankrutowali albo rezygnowali. Jak to mawiała Pelagia przed śmiercią że aby w pracowni było dobrze trzeba włożyć w to co się robi, kocha, sprzedaje całe swoje serce. Dlatego też Florian postanowił rzucić studia i zająć się szczęściem. Mianowicie postanowił w pracowni po babci otworzyć kwiaciarnię. Nie zapomniał również o swojej mamie. Dla niej przeznaczył część pomieszczenia na jej malarstwo i dzieła sztuki. Miejsce to miało w sobie magiczną moc. Z pomocą floryście Florianowi przyszli lokatorzy kamienicy i nie tylko. Pracownia połączyła ze sobą niewidzialnymi nićmi wielu ludzi. Była miejscem spotkań bliskich sobie ludzi, przyjaciół, rodziny, lokatorów uroczej kamienicy na uroczej ulicy Przytulnej 26.
Wszyscy się znali, wzajemnie szanowali, pomagali.
Urocza pani Wiesia wszystkim pomagała na "swój" sposób. To naleweczkę im przyniosła tak dla zdrowotności, co by lepiej się rozmawiało. Ze swego okna na świat wszystko wiedziała. Wiedziała już dużo wcześniej, jeszcze nim zainteresowani się dowiedzieli jaki los ich czeka. Kobieta w dyskretny na swój sposób im tylko pomagała by odnaleźli swe szczęście. 
Magiczne miejsce w pracowni, w kamienicy, które zapoczątkowała Pelagia miało w sobie magiczną aurę. Siła tkwiąca w rodzinie, miłości, szczęściu, przyjaźni. Losy różnych ludzi w tejże uroczej pracowni pozszywane były magiczną, niewidzialną nicią szczęścia.
                     Moim zdaniem powieść pani Magdy jest przepiękną powieścią, dziełem. Bardzo przyjemnie się ją czytało, a raczej pochłaniało jej treść ponieważ przeczytałam ją w jeden dzień. A panią Wiesię pokochałam. Czytając wybryki osiemdziesięcioletniej staruszki nie mogłam opanować śmiechu. "Pracownia dobrych myśli" naprawdę jest pracownią a raczej książką dobrych myśli. Ujęła mnie za serce i jeszcze nie raz powrócę do kochanej pani Wiesi a powieść ta nie zniknie z mojej domowej biblioteczki. Gorąco polecam, bo naprawdę warto.
                                                                                              Pozdrawiam A.

piątek, 24 lutego 2017

"Moralność pani Piontek" Magdalena Witkiewicz


            "Moralność pani Piontek" to zabawna powieść o losach lekarza ginekologa Augustyna Poniatowskiego i jego jakże "uroczej" mamusi Gertrudy.
             Augustyn w wieku trzydziestu pięciu lat podjął bardzo ważną decyzję życiową. Mianowicie postanowił wyprowadzić się od mamusi. W trybie natychmiastowym. Tak, na już. Wynajął pokój od pani Halinki. Nieoczekiwanie pani Halinka drugi pokój wynajęła młodej studentce Anuli. Niczego nie świadomi lokatorzy w końcu się spotkali w "swoim" mieszkaniu i poznali. Cyryl, przyjaciel Augustyna bardzo zaangażował się w nową znajomość z Anulą. Natomiast Gutek (Augustyn) podczas dyżuru w szpitalu poznał uroczą salową Anitkę. Zakochał się w niej od razu. Kochał jej piękne zielone oczy oraz cudowne dołeczki kiedy się uśmiechała. Postanowił się jej oświadczyć i ją sobie "zaklepać". Wszystko układało się jak w "bajce".
Mamusia głównego bohatera szanowna, dystyngowana pani Gertruda Poniatowska z domu Piontek zwana również harpią i piranią zawsze z gracją i elegancją pijała kawę z małych porcelanowych filiżanek. Jej wielką miłością (oczywiście poza synusiem) była miłość przez duże "M" do butów szpilek na wysokich obcasach. Nawet kapcie miała z obcasikiem. Wszystko musi być po jej myśli. nawet jej mąż Romuald przez całe małżeństwo nie miał nic do powiedzenia a tym bardziej żadnego wpływu na żonę. W momencie kiedy Gutek wyprowadził się od szanownej pani Piontek kobieta postanowiła, że żadna lafirynda go nie usidli. Już ona żonę dla syneczka wybierze...
            Moim zdaniem "Moralność pani Piontek" jest świetną lekturą, doskonałą odskocznią od codzienności. Bardzo fajnie, szybko, lekko i przyjemnie się ją czyta. Tak mnie pochłonęła, że nawet nie zdawałam sobie sprawy iż czytam już podziękowania od autorki, a dopiero co ją zaczynałam. Szczerze mówiąc czuję niedosyt. Bardzo chętnie poczytałabym sobie więcej o perypetiach rodzinki Poniatowskich.
                                                                                                              Pozdrawiam A.