sobota, 1 kwietnia 2017

"Maminsynek" Natasza Socha


         "Maminsynek" to zabawna powieść o losach Leandra oraz jego Matki. Niespodziewanie pojawia się również Amelia, która troszkę całkiem przypadkiem namiesza w życiu synusia i mamusi.
          Leander od małego traktowany był i ubóstwiany przez swoją Matkę. Chuchała i dmuchała na niego na każdym kroku. Ojciec po kilku próbach przebicia się przez zaborczą miłość Matki do syna zrezygnowany odszedł od nich. Matka poczuła wtedy ulgę. Razem z synem spędzali każdą chwilę, wszystko robili razem. Matka nawet mu pupę wycierała bo on się tego brzydził. Prawdziwy maminsynek. Nawet spali razem w jednym łóżku do momentu aż synek zaczął dojrzewać i musiał przenieść się do swojego łóżka. Dzień, w którym Leander stał się mężczyzną a mianowicie przeżył swój "pierwszy raz" zamiast świętować z dziewczyną on świętował go z Matką bo dziewczyna kiedy ja zobaczyła szybko uciekła. 
W dorosłym już życiu Leandra każda kobieta która się pojawiła na horyzoncie nie miała szans z Matką lub listą Leandra doskonałej kobiety. Przełomem okazała się Amelia. To ona krok po kroku postanowiła odciąć pępowinę.... 
            Moim zdaniem powieść ta dostarcza sporą dawkę humoru  i uśmiechu. Można w niej również znaleźć kilka cennych rad i wskazówek. "Maminsynek" jest ciekawą pozycją i godną polecenia.
                                                                                                       Pozdrawiam A.

czwartek, 23 marca 2017

"Anna German" Anna Zasiadczyk


          Prawdziwa historia, biografia bogato wypełniona niezwykłymi fotografiami poświęcona Annie German.
          Anna German urodziła się 14 lutego 1936 r w Uzbekistanie. Los nie oszczędzał ani Anny ani jej rodziny. Osiemnastomiesięczna dziewczynka zachorowała na paratyfus. To był jej pierwszy i niestety nie ostatni kontakt ze śmiercią. Kolejnym spotkaniem z przeznaczeniem była szkarlatyna. Walkę z chorobą przegrał jej dwuletni braciszek Fryderyk. Natomiast Anna po raz drugi wygrała walkę z chorobą. 
Małej dziewczynce o pięknym głosie doskwierał brak taty. Wychowana przez mamę Irmę i babcię z nadzieją patrzyła na polskiego żołnierza Hermana Bernera, który z czasem został drugim mężem Irmy. Niestety szczęście w rodzinie nie trwało długo. Herman zginął w bitwie pod Lenino w październiku 1943 r. W maju 1946 r. Irma wraz z córką wyjechały do Polski. Anna mimo korzeni rosyjskich w pełni czuła się Polką. Bieda, którą przeżyła w dzieciństwie nakierowała ją na studia. Mimo iż kochała śpiewać, rozsądek kazał jej iść na studia. Jednak nie kolidowało to z jej miłością do śpiewu. Po latach wewnętrznej walki jej głos poznała szersza widownia. Szybko stała się sławna. Pomimo swego pięknego głosu, sławy, rozpoznawalności wciąż pozostała skromną młodą kobietą. Krytycznym momentem w jej życiu był wypadek na autostradzie . Lekarze nie dawali jej większych szans. Pięć miesięcy leżała w gipsie, kolejne pięć usztywniona lecz bez gipsu. Listy wiernych fanów napływały zewsząd dodają jej wiary i otuchy, życząc powrotu do zdrowia. Ogromnym wsparciem w tych ciężkich chwilach jej życia był jej mąż Zbigniew Tucholski i jej matka Irma. Po raz kolejny Anna wygrała walkę ze śmiercią. To był prawdziwy cud. Mimo złamanego kręgosłupa i pogruchotanych wszystkich kości kobieta po długiej walce i rekonwalescencji znów stanęła na scenie. W połowie lat 70. zdiagnozowano u niej raka. Anna wówczas była w ciąży. Lekarze ze względu na jej i dziecko bezpieczeństwo "skazali" ja na leżenie w łóżku. W listopadzie 1980 r. na świat przyszedł Zbigniew Ivar. Okazało się, że Anna jest zdrowa. W pełni oddała się synkowi i w jego wychowanie. Po pięciu latach w 1980 r. sielankę zburzyła informacja o nawrocie choroby. Po dwóch latach walki Anna German przegrała. Zmarła 25 sierpnia 1982 r. mając lat 46.
            Moim zdaniem książka ta jest wzruszającą historią młodej kobiety która całe życie walczyła z chorobami i przeciwnościami losu. W jej wysokim ciele (miała 183 cm wzrostu) skrywała się skromna kobieta która kochała życie, śpiew, rodzinę. Była kobietą o wielkim, dobrym sercu i pięknym głosie. Mimo iż zmarła w młodym wieku to jej piosenki znane są do dnia dzisiejszego.
                                                                                                    Pozdrawiam A.

"Yellow bahama w prążki" Ewa Nowak


            Książka napisana w formie e-maili której bohaterką jest czternastoletnia zakompleksiona Hania.
            Hania postanowiła pisać swoje listy do autorki opisując jej co się ciekawego wydarzyło mając nadzieję iż może akapicik o sobie przeczyta w książce pani Ewy.
Mama Hani pracuje w bibliotece, tata jest lekarzem ginekologiem a starsza siostra Zośka studentką. Przyjaciel Hani Jacek z którym znają się od urodzenia (ich mamy razem rodziły) jest bardzo mądrym i inteligentnym chłopcem. Jednak bardzo lubi rozrabiać dzięki czemu dostarcza nam, czytelnikom bardzo dużo humoru i uśmiechu na twarzy. 
Pewnego razu mama bohaterki wróciła do domu z waranem Krzyśkiem, który z czasem stał się domownikiem. Historie z waranem również dają sporej dawki humoru.
Hania jest zwykła, normalną nastolatką, której wydaje się, że jej życie jest nudne i nieciekawe. Dzięki jej dystansowi do samej siebie i innych napisała wspaniałe maile pozwalając obserwować losy jej, jej przyjaciół, rodziny a nawet chłopaka Huberta. Podzieliła się z nami ze swoimi rozterkami, problemami młodzieżowymi.
               Moim zdaniem "Yellow bahama w prążki" to świetna książka pozwalająca przypomnieć sobie jak to było kiedy miało się te naście lat. Wtedy nasze problemy były bardzo poważne i świat się od nich walił. Bardzo fajnie czytało się te maile nie mogąc się od nich oderwać. Miło było sobie przypomnieć życie nastolatki, jej zmagania z kompleksami, problemami.
                                                                                                Pozdrawiam A.

wtorek, 21 marca 2017

"Życie na pełnej petardzie" Ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka


           Wzruszająca, szczera rozmowa Piotra Żyłki z księdzem Janem Kaczkowskim.
           Jan Kaczkowski wychowywał się w kochającej rodzinie. Mama Jana od maleńkości nie pozwalała na to, aby "wszczepić" w Jana jego niepełnosprawność. Wręcz przeciwnie. Dążyła do tego, aby był normalnym dzieckiem, żył na takim poziomie na ile umożliwiała mu jego choroba. Jedynym ustępstwem była "konieczność" siedzenia w pierwszym rzędzie w szkole. Jan był zwykłym, młodym człowiekiem, który się buntował, imprezował. Przez kilka lat nie chodził na religię. Swoje dzieciństwo przeżył jak każde inne dziecko. Dzięki rodzicom oraz swojej matce, która nie pozwalała na to aby się załamał swą niepełnosprawnością nabrał do siebie sporego dystansu. Potrafił śmiać się z samego siebie. Po latach zaczął zbliżać się z Kościołem i Panem Bogiem. Chciał wstąpić do jezuitów lecz poprzez problemy ze wzrokiem nie przyjęli Go. Jan się nie załamał i nie poddał. Poszedł do Kościoła, został księdzem. Nauczał w szkole, chodził do szpitali. Z czasem przenieśli Go do Pucka. Tam się zadomowił. Założył hospicjum. Przy budowie pomagali mu wszyscy. W sercu młodego księdza było, jest i będzie dużo ciepła i miłości. W krytycznym momencie w sowim życiu a mianowicie w chwili w której dowiedział się o glejaku czwartego stopnia nie poddał się. Starał się żyć na pełnej petardzie, w pełni wykorzystując dni które mu pozostały... 
            Moim zdaniem ks. Jak Kaczkowski był osobą o wielkim sercu. Potrafił się sprzeciwić nawet biskupowi. Miał swoje poglądy, zasady, wartości, zdanie. Książka daje bardzo dużo do myślenia. Jego mądrość, szczerość, bezpośredniość kieruje czytelnika na tory przemyśleń, głębokich refleksji. Chciałabym bardzo podziękować ks. Janowi ponieważ dzięki Niemu zrozumiałam pewne sprawy.
Ksiądz Jan Kaczkowski zmarł w 2016 r mając lat 39 [*]
                                                                                                Pozdrawiam A.

sobota, 18 marca 2017

"Pensjonat marzeń" Magdalena Witkiewicz


              "Pensjonat marzeń" .... długo zastanawiałam się co mogłabym o tej książce napisać. Jest ona kontynuacją "Szkoły żon".
               Bohaterki szkoły żon Ewelina, Misia, Julia, Jadwiga, Marta z innym podejściem do życia po "wczasach" w szkole żon na nowo układały swoje życie.
Misia pracowała w mazurskiej szkole żon. Bardzo kochała swojego Janka. Jednak potrzebowała chwili dla siebie aby przemyśleć wszystko i poukładać jakoś swoje życie.
Julia wraz z Konradem bardzo się kochali. On chciał się z nią ożenić, ona jednak tego nie chciała.
Jadwiga ku zaskoczeniu rozwiodła się z mężem i ułożyła życie z mężczyzną, którego kochała i czuła się z nim i przy nim szczęśliwa i bezpieczna.
Marta pomimo trudności i lenistwa zaczęła ćwiczyć dzięki czemu schudła i czuła się lepiej. Między innymi dzięki swojej trenerce Agnieszce.
Natomiast Ewelina postanowiła otworzyć drugą szkołę żon, którą kierować będą Konrad z Julią. Pensjonat na Kaszubach który kupiła scaliła w całość bohaterów. Dzięki wspólnej pracy, zaangażowaniu ich losy się odmieniły, połączyły. Juli była w ciąży. Zagorzała trenerka i tancerka Aga zakochała się w Adamie. Misia uświadomiła sobie, że Janek jest jej miłością. Marta spełniała się zawodowo jak i rodzinnie. Jej małżeństwo uległo poprawie...
                Moim zdaniem "Szkoła żon" ukazuje to co w kobiecie jest najpiękniejsze. Autorka pokazała, że czasem trzeba być egoistą (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) i pomyśleć tylko o sobie. Natomiast "Pensjonat marzeń" wg mnie łączy w całość miłość, szczęście, rodzinę, przyjaciół. W powieści tej losy bohaterów odmieniają się, łączą, idą do przodu mając ku siebie tą drugą najważniejszą w życiu osobę, którą kochają. I jak to bywa u autorki wszystko kończy się happy endem. Dodam tak od siebie, że dopóki nie przeczytałam "Szkoły żon" i "Pensjonatu marzeń" erotyk kojarzył mi się z czymś w stylu Greya a tu miłe zaskoczenie. Greya czytało mi się dość ciężko a powieści pani Magdy bardzo miło. Nie było w niej wulgaryzmu, wyuzdania tylko szczera, prawdziwa miłość. A sceny intymne opisane zostały w sposób "z życia wzięte". Bardzo gorąco polecam dzieła pisane przez panią Magdę bo jak już wspomniałam w poprzedniej recenzji są one lekiem dla duszy.
                                                                                  Pozdrawiam A.

wtorek, 14 marca 2017

"Szkoła żon" Magdalena Witkiewicz



                  Zazwyczaj szkoła kojarzy się z lekcjami, sprawdzianami, klasówkami, nauczycielami itp, itd. Jednak "Szkoła żon" nie jest typową szkołą. W tej szkole można odnaleźć wiele przyjemnych momentów a przede wszystkim uzmysławia, że każda z nas jest piękna i nie można ciągle myśleć o innych a powinno czasem pomyśleć o sobie i zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie. Jak zwykle powieść pani Magdy mnie nie zawiodła.
                   Świeżo upieczona rozwódka Julka wygrała trzytygodniowy pobyt w spa w szkole żon na Mazurach. Mimo niechęci i braku przekonania postanowiła jednak tam pojechać.
Do szkoły również pojechała Michalina, zwana Misią. Jej głównym celem wyjazdu była nauka robienia dobrze. Chciała uszczęśliwić swojego Misia. 
Pięćdziesięcioparoletnia  nauczycielka Jadwiga, zdradzana przez męża zafundowała sobie pobyt w zmysłowej szkole żon. Chciała dowiedzieć się dlaczego jej małżeństwo przechodzi kryzys, co robi źle. Co powinna zrobić aby jej małżeństwo uległo poprawie.
Zakompleksiona Marta za namową ciotki również pojechała do szkoły. 
Wszystkie uczennice do szkoły przyjechały w jakimś konkretnym celu. A to chciały poznać nowe igraszki, a to się dowiedzieć gdzie popełniają błąd skoro są zdradzane... Żadna nie przyjechała z myślą, że zrobią coś dla siebie, poza Julką, która nie chciała żadnego mężczyzny w swoim życiu. 
Ewelina, właścicielka szkoły od samego początku powtarzała dziewczynom, że są tu dla samej siebie. Są tu po to, aby sobie sprawić przyjemność. Każda uczennica miała swojego prywatnego, osobistego masażystę. Szkoła byłą bardzo ekskluzywna, miała bogaty i urozmaicony plan zajęć, atrakcji, nauk i relaksu. W tymże pensjonacie każda kobieta ma czuć się piękna, atrakcyjna i wyjątkowa. Pobyt w spa odmienił życie bohaterek. Julia poznała i pokochała Konrada. Misia po załamaniu spowodowanym zdradą jej Misia z jej najlepszą przyjaciółką otworzyła oczy. W końcu zaczęła myśleć o sobie. Dzięki temu otworzyła swe serce na Janka. Jadwiga mimo wszystko wróciła do męża. Aczkolwiek nie była już tą samą Jadzią, co przed wyjazdem. Zmieniła się, nabrała więcej pewności siebie i uwierzyła w siebie. Marta natomiast dostrzegła swój problem z nadwagą... 
                  Moim zdaniem "Szkoła żon" jest świetną terapią dla kobiet i nie tylko. Nie ma ludzi idealnych. każdy ma jakieś wady. Lecz piękno tkwi w duszy każdego człowieka. Powieść ta jest lekiem dla duszy i ciała. 
                                                                                                        Pozdrawiam A.

niedziela, 5 marca 2017

"Miłosne konstelacje" Katarzyna Błeszyńska


         Autorka w swojej powieści ukazuje różne oblicze miłości odczuwane sercem kobiety i sercem mężczyzny z perspektywy młodych studentów oraz dojrzałych ludzi. Dla wielu z nas miłość to piękne uczucie. Czy zawsze tak jest? Jak w bajce? Jak w filmie? Na te właśnie pomyślunki autorka odpowiada w swojej książce.
         Maria, zwana również Majką studiowała prawo. Na studiach poznała Magdę, z którą się zaprzyjaźniła. Jednak jej prawdziwym przyjacielem był Bogdan z którym mogła o wszystkim porozmawiać. Nigdy jej nie osądzał ani nie potępiał.
Na studiach poznała Mariusza, który również studiował prawo. Już od samego początku coś między nimi zaiskrzyło. Mimo sprzeciwu i ostrzegania przed nim Magdy, Maja zaangażowała w związek z nim. Był jej prawdziwą, wielką miłością. Kochała go bezgranicznie. Była mu oddana i wierna. Było między nimi prawie idealnie. On jednak miłość odbierał nieco inaczej niż Majka. Pomimo iż również ją prawdziwie i szczerze kochał to nie potrafił zrezygnować ze swych "erotycznych przyjaciółek". Nie widział w tym nic złego, bo to był tylko nic nie znaczący seks bez zobowiązań. Ich sielanka trwała dopóki nie okazało się, że majka jest w ciąży. Byli wtedy młodzi. Dopiero co kończyli studia. Świat stał dla nich otworem. nie byli a raczej Mariusz nie był gotowy na zmiany w życiu, na stały i wierny związek. Pewnego dnia na stole w mieszkaniu Marii zostawił kopertę z pieniędzmi i wizytówkę do lekarza aby mogła usunąć ciążę po czym wyszedł i zostawił ją samą kiedy najbardziej go potrzebowała. Została sama ze swoimi myślami i ... ciążą. Długo zastanawiała się jaką podjąć decyzję. Kiedy w końcu ją podjęła wbrew wewnętrznego sprzeciwu umówiła się na wizytę. Jadąc do kliniki zmieniła zdanie. Zapragnęła tego dziecka. Postanowiła je urodzić i wychować. Niestety los miał inny plan względem niej. W drodze powrotnej miała wypadek w którym poroniła.
Kilka dni przed wypadkiem Mariusz spotkał się ze swoim umierającym dziadkiem. Wyznanie starca otworzyło mu oczy. Mianowicie kiedyś popełnił identyczny błąd co teraz jego wnuk. Kochał kobietę a kiedy zaszła w ciążę ją zostawił. Mariusz nagle zrozumiał co było dla niego ważne. Kochał Majkę i nawet był w stanie zaakceptować ciążę. Lecz było już za późno....
          Moim zdaniem "Miłosne konstelacje" to książka o prawdziwym życiu. Człowiek kiedy jest jeszcze młody kiedy jest zaślepiony robieniem kariery, korzystaniem z życia nie potrafi się otworzyć na miłość. Popełnia błędy. A kiedy zdaje sobie z nich sprawę najczęściej jest już za późno. Ale takie jest właśnie życie. Nikt nie mówił że w życiu będzie lekko, miło i przyjemnie, Taka jest już nasza ludzka natura. Najczęściej doceniamy to co mamy, co kochamy dopiero kiedy to stracimy. Książka daje wiele do myślenia. Jest bardzo życiowa i ma w sobie dużo mądrości. Pewnie gdybym przeczytała ją mając jeszcze naście lat to nie zrozumiałabym przekazu autorki. 
                                                                                  Pozdrawiam A.