wtorek, 5 grudnia 2017

"Wymarzony dom" Magdalena Kordel

                           


          "Wymarzony dom" to moje pierwsze spotkanie z autorką. Jestem pod wrażeniem tego jak ważne problemy natury ludzkiego nieszczęścia zostały poruszone. Wydawać by się mogło, że będzie to ciężka lektura jednak okazała się przyjemna.
            Magda nazywana jako Madelaine podjęła ważną decyzję życiową. Postanowiła zakończyć swój związek oraz odejść z pracy. Na szczęście była zabezpieczona finansowo. Pewnego dnia pod wpływem impulsu kobieta kupiła dom od zdesperowanej matki swej najlepszej przyjaciółki Klary. Nazajutrz z bolącą głową łudziła się iż to był tylko sen. Niestety okazało się to szczerą prawdą. Wtenczas Madelaine zdecydowała wyjechać z Warszawy aby zobaczyć swój nowy dom w Malowniczem. Na miejscu pełna obaw przed tym co ją czeka ujrzała ładny, duży dom. Co prawda wymagał on odświeżenia gdyż długo nikt w nim nie mieszkał. Dziewczyna nie zniechęciła się. Poznała mieszkańców, którzy wszyscy się znali i okazali się życzliwi. Magda szybko się zaaklimatyzowała. Na jej drodze pojawiła się małą Marcysia, która szybko została pokochana przez Magdę. Dziewczynka wraz ze swoją starszą siostrą Anią po śmierci rodziców zamieszkały u dziadków. Jednak dziadkowie nie poczuwali się w obowiązku aby zapewnić wnuczkom szczęśliwy dom. W domu panowały libacje alkoholowe, kręciło się podejrzane towarzystwo. Dziewczynki nie były tam szczęśliwe. Często uciekały na poddasze na którym mogły zamknąć się od środka. Magda starała się pomóc dziewczynkom. Pewnego dnia do Malowniczego przyjechała Julia, która szukała pani Krysi. Z listu który znalazła w rzeczach swojej zmarłej matki dowiedziała się iż właśnie pani Krystyna jest w stanie pomóc Julii w poznaniu prawdy o przeszłości swego ojca. Dziewczyna zamieszkała u Magdy. Madelaine coraz częściej uświadamiała się w przekonaniu iż właśnie tu jest jej miejscem na ziemi i czuje się szczęśliwa pomimo całego galimatiasu jaki panuje w około. Któregoś razu z niespodziewaną wizytą do Magdy przyjechał jej brat Antek ze swoim przyjacielem Michałem. Już na pierwszy rzut oka widać było, że Magda z Michałem mają się ku sobie. Tylko czy mężczyzna będzie potrafił sprostać życiu w jednym miejscu?
               Moim zdaniem książka ta to wzruszająca a zarazem pełna dobrego humoru powieść o spełnianiu marzeń. Autorka poruszyła również bardzo ważny problem zaniedbywania dzieci oraz alkoholizmu. Sytuacje opisane w książce są tak prawdziwe, że każdego z nas może to spotkać. Nie zabraknie również miłości, która poprzez wiarę potrafi zdziałać cuda. Bardzo ciekawa lektura.
                                                                                                           Pozdrawiam A.

czwartek, 30 listopada 2017

"Rosół z kury domowej" Natasza Socha

                       


        "Rosół z kury domowej" to powieść o kobietach, które zostały podporządkowane obowiązkom domowym.
         Wiktoria na pozór to szczęśliwa mężatka, która mieszka w pięknym domu i nie musi martwić się o zarabianie pieniędzy. Pomimo ukończenia z wyróżnieniem studiów to jej mąż utrzymuje ich dotychczasowe wspólne dostatnie życie. Ona zaś jednak zajmować ma się domem. Do perfekcyjności ogarnęła sztukę prowadzenia domu. Nieoczekiwanie jednak pewnego dnia mąż poinformował ją iż ma kochankę. Załamana i skrzywdzona kobieta wyjechała do swojej ciotki na niemiecką wieś. Zamknięta i zaszyta w czterech ścianach chatki leczyła swe rany. Z czasem postanowiła otworzyć się na świat i wyruszyła na spotkanie z ludźmi. W ten oto sposób poznała Judith, Marę i Leę. Kobiety szybko się zaprzyjaźniły. Otóż połączyła ich wspólna rola jaką odgrywają w domu. Wszystkie są pełnoetatowymi kurami domowymi. Z czasem postanowiły gotować topless w maskach na twarzy. Filmiki, które wrzucały do sieci szybko stały się popularne. Doświadczenie to pomogło dziewczynom odzyskać wiarę w siebie...
          Moim zdaniem powieść ta jest bardzo szczera i prawdziwa. Autorka opisała życie codzienne. Niestety w większości domach to kobieta gra pierwsze skrzypce nie mając przy tym żadnych praw. Na co dzień pracują a w wolnym czasie po pracy zamiast odpocząć muszą ogarnąć dom. W książce można znaleźć wiele porad i wskazówek. Przede wszystkim jednak autorka dobitnie uświadamia aby nie podporządkowywać się stereotypom, że to kobieta musi dbać o dom i jest to tylko i wyłącznie jej zadaniem. Obowiązkami domowymi należy się dzielić. Jedynym minusem dla mnie jest wulgaryzm. Ogólnie jednak książka godna polecenia.
                                                                                                        Pozdrawiam A.

poniedziałek, 27 listopada 2017

"Pudełko z marzeniami" Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński

               

 
        Na początek chciałabym wspomnieć o cudownej postaci pani Wiesi, która była wyjątkową osobą w powieści Magdaleny Witkiewicz "Pracownia dobrych myśli". Otóż pani Wiesława to starsza pani, która mieszka w kamienicy przy ul. Przytulnej. Pomimo swego wieku jest kobietą nowoczesną ponieważ gazety czyta, telewizję ogląda i nawet internet ma. W wolnych chwilach przesiaduje przy oknie czuwając nad dobrem mieszkańców. Swoją słynną naleweczką ku zdrowotności pojednała wiele osób. Pani Wiesia bardzo le to bardzo nie lubiła kłopotów. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu kochana pani Wiesia występuje w powieści "Pudełko z marzeniami".
         Malwina inspirowana słowami swojego ukochanego Radosława postanowiła rzucić wszystko i wyjechać. Podczas kiedy mężczyzna wyjechał na kilka dni aby móc w spokoju pomedytować Malwina kupiła małą restaurację i mieszkanie nad nią w Miasteczku. Kobieta była bardzo szczęśliwa. Radosław natomiast nie podzielał jej radości. Postanowił wyjechać za granicę aby wspomóc finansowo Malwinę. Dziewczyna czekała na jego powrót ponad półtora roku. Niestety ani nie doczekała się ukochanego ani obiecanej pomocy. Swoją ciężką pracą restauracja nabierała rozpędu. Pewnego dnia w piwnicy w której znajdowała się figurka świętego Ekspedyta  Malwina znalazła pudełko do którego kiedyś wrzucano skargi. Postanowiła odnowić je i przerobić na pudełko do którego będzie wrzucało się kartki z marzeniami. Pewnego dnia do Malwiny przyjechała babcia Janina z Francji. Starsza pani razem z panią Wiesią tworzyły wspaniały duet.
Michał, który został zdradzony przez narzeczoną oraz swojego przyjaciela wszystko stracił. Jego ciotka z którą mieszkał w dzieciństwie na łożu śmierci wyznała mu iż jego rodzina podczas II wojny światowej w Miasteczku ukryła skarb. Niewiele się nad tym zastanawiając Michał pojechał do małej wioski w poszukiwaniu cennego skarbu. Zamieszkał w kamienicy w której pani Wiesia dba o swoich lokatorów. Poznał również naleweczkę sąsiadki ku zdrowotności oczywiście. Michał starał się odnaleźć ukryty majątek nie rzucając się w oczy. Pani Wiesia miała poważne plany względem Michała i ... Malwinki.
          Moim zdaniem powieść ta to przewrotna, fantastyczna i z dużą dawką poczucia humoru. Odnośnie marzeń to tak jak w poprzednich powieściach autorki wystarczy tylko w nie wierzyć a na pewno się spełnią. Książka tak mnie pochłonęła że przeczytałam ją w jedno południe. Polecam. 
                                                                                                          Pozdrawiam A.

niedziela, 26 listopada 2017

"Siostra burzy" Lucinda Riley

                            


            "Siostra burzy" to druga część cyklu o siostrach, które zostały zaadaptowane przez Pa Salta. Autorka przedstawia historię Alkione, która dzięki wskazówkom ojca odnajdzie swą przeszłość.
            Ally znana żeglarka podczas regat poznała przystojnego Theo z którym spędziła wspaniałe chwile. Bardzo się w sobie zakochali. Niestety szczęście Ally zburzyła wiadomość o śmierci jej adopcyjnego ojca Pa Salta. Wróciła do rodzinnego domu nad Jeziorem Genewskim. Wraz z pozostałymi siostrami Ally otrzymała tajemniczą wskazówkę, która miała naprowadzić ją na poznanie prawdy o swoim pochodzeniu. Kobieta postanowiła nie zagłębiać się w swoją przeszłość. Skupiła się na swojej przyszłości i zbliżających się regat w których razem z Theo i pozostałą załogą mieli wystartować. Pomimo straty ojca dziewczyna postanowiła wziąć się w garść. Los jednak jej nie oszczędzał. W trakcie trwania regat Theo postanowił odprawić ukochaną na brzeg gdyż pogoda i warunki nie sprzyjały ich bezpieczeństwu. Kilka godzin później Ally dowiaduje się o tragicznym wypadku Theo. W ciągu kilku dni straciła dwie najważniejsze osoby w życiu. Ogromnym wsparciem okazała się Celia, matka Theo. Pewnego dnia Ally postanowiła pójść śladem zostawionych wskazówek i poznać prawdę o sobie. Poznała historię która wydarzyła się ponad 100 lat temu...
Anna Landvik była prostą wiejską dziewczyną o anielskim głosie która mieszkała w głębokiej prowincji. Pewnego dnia jej talent został odkryty przez Herr Bayera. Zabrał on Annę do wielkiego miasta do Christianii i zaopiekował się nią. Dziewczyna szybko przyzwyczaiła się do luksusu. W teatrze w którym występowała do premiery "Peer Gynt" z muzyką Edwarga Griega poznała młodego mężczyznę który grał w orkiestrze. Jens Halvorsen nie zniechęcał się odmowami Anny i adorował ją każdego dnia. W końcu kobieta mu uległa i spotykali się potajemnie. Anna odnosiła sukcesy, była wielką gwiazdą. W momencie w którym Anna odrzuciła oświadczyny Herr Bayera Jens został wyrzucony z orkiestry. Postanowił wyjechać z Christianii. Anna dla swojej miłości zostawiła swoje dotychczasowe luksusowe i wygodne życie i wraz z Jensem wyjechali do Lipska. Czar szybko prysł. Jens odnosił sukcesy am Anna samotnie siedziała w domu. Pewnego razu Jens wyjechał i zostawił ukochaną na pastwę losu nieznanego miasta. Anna poznała co to brud, bieda i ubóstwo. Straciła również dziecko. Jens nie okazał współczucia. Pomocną dłoń do kobiety wyciągnął Edward Grieg...
Ally ze smutkiem poznała historię Anny sprzed ponad wieku. Wciąż jednak nie wiedziała w jaki sposób może być spokrewniona ze słynną śpiewaczką. W odpowiedzi na te pytania pomógł jej Thom.Dzięki niemu poznała dalsze losy potomków Anny. Thom był synem Felixa Halvorsena. Ally chciała go poznać i z nim porozmawiać. Dzięki rozmowie kobieta dowiedziała się iż Felix jest jej ojcem a Thom bratem bliźniakiem. Dowiedziała się również, że jest w ciąży. Była bardzo szczęśliwa, że jakaś cząstka jej ukochanego Theo już na zawsze będzie przy niej...
                Moim zdaniem "Siostra burzy" to bardzo smutna historia o nieszczęśliwej miłości.
                                                                                                                             Pozdrawiam A.

niedziela, 12 listopada 2017

"Moja afrykańska miłość" Corinne Hofmann

                           


             "Moja afrykańska miłość" opisuje powrót autorki po wielu latach do swojej afrykańskiej rodziny.
              Corinne, która przed czternastu laty wraz z małą Napirai uciekła od męża z Afryki postanowiła ich odwiedzić. W trakcie podróży do Kenii zmagała się z nerwowymi pytaniami które ją dręczyły. Jak jej afrykańska rodzina zareaguje na jej przyjazd? Jak zachowa się Lketinga? Co zrobi i powie Mama? Po długiej podróży i wielu latach nieobecności Corinne w końcu spotyka się z rodziną w Barsaloi. Jest pod wrażeniem jak zmieniła się cywilizacja w tym świecie. Co prawda daleka droga przed mieszkańcami do pełnej cywilizacji jednakże kobieta jest zaskoczona zmianami które  nastąpiły.  Wszyscy przyjęli ją bardzo życzliwie. Nawet Lketinga nie stwarzał problemów. Mimo wszystko traktował ją jako swoją żonę. James, młodszy brat Lketingi z którym Corinne korespondowała przez te wszystkie lata był również ej tłumaczem w rozmowie z mamą. Dla kobiety teściowa jest najważniejszą osobą, którą bardzo szanuje. Pomimo obaw teściowa przyjęła ją bardzo ciepło i serdecznie. Hofmann zwiedzała miejsca w których żyła przez cztery lata. Wyprawa była pełna wzruszeń i powrotem do przeszłości.
             Moim zdaniem książka ta opisuje jak zmieniła się Afryka. Autorka powróciła po wielu latach do miejsca w którym przeżyła swą wielką miłość.
                                                                                                                    Pozdrawiam A.

środa, 8 listopada 2017

"Żegnaj Afryko" Corinne Hofmann

                                


       "Żegnaj Afryko" to dalsze losy Białej Masajki, która po czterech latach życia w buszu wraz ze swoją córką Napirai ucieka z Kenii.
        Corinne po tym jak wyjechała z Kenii i wróciła do Szwajcarii zamieszkała u swej matki i jej partnera. Pierwsze miesiące były dla niej bardzo trudne. Ponownie musiała nauczyć się i przystosować do życia w cywilizowanym świecie. Uświadamia sobie jak pobyt w Afryce ją odmienił. Ogromnym wsparciem dla kobiety i jej córki jest jej matka ze swym partnerem oraz przyjaciółki z klubu samotnych matek. Z czasem Corinne odzyskuje siły. Zaczęła uporządkowywać swe życie. Znalazła pracę, mieszkanie. Wszystko zaczyna powoli się stabilizować. Wspomnienia z przeszłości nadal powracają do niej. Dzięki korespondencji z młodszym bratem Lketingi, James'em kobieta dowiaduje się jak się wiedzie jej kenijskiej rodzinie. Bardzo tęskni za swoją teściową. Na tyle ile może wspiera ich finansowo. Z czasem przyjaciółki namawiają ją aby swoje losy z Kenii przelała na papier i wydała książkę. Początkowo do tego pomysłu podchodziła sceptycznie. Jednak z czasem pod wpływem wspomnień sięga po kartkę i zaczyna pisać. Okazało się to dla niej w pewien sposób oczyszczeniem. Książka odniosła ogromny sukces. Czytelnicy proszą ją o dalsze losy. Corinne na swej drodze spotkała znajomego ze szkoły, Marcusa. Już od młodych lat zawsze mieli się ku sobie. Połączyła ich wielka miłość. Wbrew obawom Napirai zaakceptowała i polubiła Marcusa. Pewnego dnia Corinne zapragnęła wspiąć się na szczyt góry Kilimandżaro. Dzięki tej wyprawie uświadamia sobie iż jej miejsce i dom jest przy Napirai i Marcusie w Szwajcarii.
         Moim zdaniem w tej relacji autorki spotkamy się z ogromną siłą jaka tkwi w człowieku. Ponownie podziwiam odwagę, upór i determinację autorki. Jej siła jest imponująca. Udowadnia iż człowiek z każdej sytuacji jest w stanie się podnieść i żyć dalej. Chciałabym mieć w sobie tyle siły i odwagi co Corinne.
                                                                                                                     Pozdrawiam A.

poniedziałek, 6 listopada 2017

"Biała masajka" Corinne Hofmann

                                  


              "Biała masajka" to wspomnienia bohaterki a jednocześnie autorki z pobytu w Kenii w Afryce. Przez kilka lat czuła się w tym dzikim kraju jak w domu.
              Corinne wraz ze swoim przyjacielem przyleciała do Afryki na urlop. W trakcie pobytu spotkała pięknego wojownika Samburu, Lketingę. Spotkanie to wywróciło do góry nogami całe jej dotychczasowe życie. Mianowicie kobieta postanowiła zrezygnować ze wszystkiego; z domu, pracy, rodziny, Szwajcarii. Zamieszkała ze swoją miłością w buszu. Początkowo wszystko układało się dobrze. Z czasem jednak ich kultury, zwyczaje, obyczaje stawały się przeszkodami na drodze do szczęścia. Corinne niejednokrotnie udowodniła iż potrafi poświęcić się i dostosować do życia w dziki kraju. Lketinga na swój sposób również się starał. Po przykrych doświadczeniach w urzędach kobieta w końcu poślubiła swego wojownika. Po kilku miesiącach na świat przyszła Napirai. Corinne wiele przeszła i dzielnie to znosiła. Doświadczyła głodu, brudu, nędzy jak i ciężkich poważnych chorób. Jednak nie poddała się. Miłość do Lketingi dodawała jej sił. Kryzys nastąpił w momencie kiedy mężczyzna zaczął coraz częściej pić. Stał się podejrzliwy, chorobliwie zazdrosny. Swoją nieufnością powoli zaczął niszczyć to piękne uczucie którym darzyła go Corinne. Zaczął posądzać ją o zdradę. W każdym mężczyźnie z którym rozmawiała widział jej kochanka. Twierdził również iż Napirai nie jest jego córką. W tym momencie kobieta zaczęła oddalać się od męża. Jednak w dalszym ciągu walczyła o ich miłość. Aczkolwiek zazdrość Lketingi doprowadziła do tego iż Corinne się wypaliła. Uświadomiła sobie iż z wielkiej miłości którą do niego czuła nic nie pozostało, jedynie tylko nienawiść. Pragnęła jak najszybciej uciec z Kenii wraz z córeczką. Jednak bez zgody męża nie mogła zabrać ze sobą dziecka...
               Moim zdaniem relacja bohaterki jest smutna a zarazem piękna. Owszem dziwię się autorce jak można być tak naiwnym? Jednak nie mnie jest to oceniać. Osobiście bardzo podziwiam panią Corinne za jej odwagę, determinację. Obejrzałam również film i jestem nim ogromnie rozczarowana. Zdaję sobie sprawę, że nie da się w 100% odzwierciedlić książki ale to co ujrzałam w filmie to kompletna porażka. Naturalnie filmu nie polecam, jednak książkę polecam. Pomimo wielkiej miłości można się z niej dowiedzieć jak się żyje w Kenii, jakie tam panują tradycję i wiele ciekawych opisów choćby dotyczących natury, zwierząt w tym nieznanym kraju.
                                                                                                          Pozdrawiam A.