"Biała masajka" to wspomnienia bohaterki a jednocześnie autorki z pobytu w Kenii w Afryce. Przez kilka lat czuła się w tym dzikim kraju jak w domu.
Corinne wraz ze swoim przyjacielem przyleciała do Afryki na urlop. W trakcie pobytu spotkała pięknego wojownika Samburu, Lketingę. Spotkanie to wywróciło do góry nogami całe jej dotychczasowe życie. Mianowicie kobieta postanowiła zrezygnować ze wszystkiego; z domu, pracy, rodziny, Szwajcarii. Zamieszkała ze swoją miłością w buszu. Początkowo wszystko układało się dobrze. Z czasem jednak ich kultury, zwyczaje, obyczaje stawały się przeszkodami na drodze do szczęścia. Corinne niejednokrotnie udowodniła iż potrafi poświęcić się i dostosować do życia w dziki kraju. Lketinga na swój sposób również się starał. Po przykrych doświadczeniach w urzędach kobieta w końcu poślubiła swego wojownika. Po kilku miesiącach na świat przyszła Napirai. Corinne wiele przeszła i dzielnie to znosiła. Doświadczyła głodu, brudu, nędzy jak i ciężkich poważnych chorób. Jednak nie poddała się. Miłość do Lketingi dodawała jej sił. Kryzys nastąpił w momencie kiedy mężczyzna zaczął coraz częściej pić. Stał się podejrzliwy, chorobliwie zazdrosny. Swoją nieufnością powoli zaczął niszczyć to piękne uczucie którym darzyła go Corinne. Zaczął posądzać ją o zdradę. W każdym mężczyźnie z którym rozmawiała widział jej kochanka. Twierdził również iż Napirai nie jest jego córką. W tym momencie kobieta zaczęła oddalać się od męża. Jednak w dalszym ciągu walczyła o ich miłość. Aczkolwiek zazdrość Lketingi doprowadziła do tego iż Corinne się wypaliła. Uświadomiła sobie iż z wielkiej miłości którą do niego czuła nic nie pozostało, jedynie tylko nienawiść. Pragnęła jak najszybciej uciec z Kenii wraz z córeczką. Jednak bez zgody męża nie mogła zabrać ze sobą dziecka...
Moim zdaniem relacja bohaterki jest smutna a zarazem piękna. Owszem dziwię się autorce jak można być tak naiwnym? Jednak nie mnie jest to oceniać. Osobiście bardzo podziwiam panią Corinne za jej odwagę, determinację. Obejrzałam również film i jestem nim ogromnie rozczarowana. Zdaję sobie sprawę, że nie da się w 100% odzwierciedlić książki ale to co ujrzałam w filmie to kompletna porażka. Naturalnie filmu nie polecam, jednak książkę polecam. Pomimo wielkiej miłości można się z niej dowiedzieć jak się żyje w Kenii, jakie tam panują tradycję i wiele ciekawych opisów choćby dotyczących natury, zwierząt w tym nieznanym kraju.
Pozdrawiam A.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz